[prawie] zgubiłam telefon!

Współcześnie mamy możliwość obserwowania tego w jak szybkim tempie rozwija się nasz świat. Powstają nowe technologie, a te już istniejące są wciąż ulepszane, dzięki czemu nasze życie jest znacznie łatwiejsze. Oczywiście nie ze wszystkich nowinek tego typu potrafimy czy też chcemy korzystać, co jednak nie zmienia fakt, iż wpływają one w jakiś sposób na nas samych oraz nasze życie. Jedną z możliwości jaką dała nam współczesna technologia jest namierzanie telefonów komórkowych. Mogłoby się to wydawać zbyteczne, jednak w czasach kiedy telefony zaczynają pełnić funkcje naszych prywatnych komputerów, a ich wartość bywa naprawdę wysoka, takie namierzanie może okazać się bardzo dobrym rozwiązaniem. Czy zatem warto korzystać z tej opcji? Dla mnie tak: dzięki tej funkcji odzyskałam nie tylko telefon ale przede wszystkim dostęp do wszystkich moich kontaktów.

Cenny telefon musi być bezpieczny

Większość z nas praktycznie nie rozstaje się obecnie ze swoimi telefonami komórkowymi. Dlaczego? Wbrew pozorom nie chodzi tutaj wyłącznie o pozostawanie w kontakcie z najbliższymi nam osobami. Telefony stały się bowiem w wielu przypadkach ważnym narzędziem pracy, które pozwala nam załatwiać mnóstwo spraw, nawet gdy nie ma nas na przykład w biurze. Co więcej, w związku z tym, że współczesne telefony komórkowe umożliwiają nam ciągły dostęp do Internetu, znajduje się w nim mnóstwo informacji, które są dla nas ważne. Wiadomości e-mail od ważnych kontrahentów, dostęp do naszych kont na portalach społecznościowych, czy nawet kont bankowych – to wszystko można znaleźć w takim telefonie. Nic zatem dziwnego, że mają one dla nas naprawdę dużą wartość. Nie wspominając już o przypadkach gdy cena samego aparatu telefonicznego jest bardzo wysoka. Jak zatem widać telefony pełnią dzisiaj bardzo istotną funkcję w naszej codzienności, a ich kradzież mogłaby mieć wiele negatywnych skutków. Co możemy zrobić aby tego uniknąć? Oczywiście pierwszą radą jest pilnowanie swojego telefonu, ale czasem nawet najbardziej ostrożne osoby padają ofiarą kradzieży, dlatego warto wcześniej zainstalować aplikację, która w krótkim czasie pozwoli namierzyć nasz telefon. Jest to także bardzo przydatne w sytuacji gdy przez nieuwagę sami pozostawimy gdzieś telefon. Dzięki temu szanse na odzyskanie naszej zguby znacząco wzrosną, a my będziemy nieco spokojniejsi. Jakie? Jest ich kilka. Mój lokalizator telefonu działa szybko i mogę go polecić – niestety jest płatny i wymaga włączonego GPS (taka ikonka o lokalizacji którą wykorzystujemy kiedy korzystamy z nawigacji w telefonie). Po darmowe alternatywy musicie pytać wujka Google… Nie jestem super specem od technologicznych rzeczy – jestem zaś ich aktywną użytkowniczką i jeśli tylko coś znajdziecie: dajcie znać. Przetestuję i opiszę na blogu 🙂

Gdy martwimy się o dziecko

Dzieci to oczywiście mnóstwo radości, ale też równie dużo zmartwień, o czym szczególnie mogą się przekonać rodzice nastolatków. Kiedy nasze pociechy wkraczają w ten burzliwy wiek, często pojawiają się problemy z ich kontrolowaniem. Przestają nam mówić dokąd wychodzą, przez co denerwujemy się jeszcze bardziej. Instalując aplikację namierzającą w telefonie naszego dziecka możemy zyskać znacznie większy spokój. Nie chodzi tutaj naturalnie o ciągłe sprawdzanie gdzie w danym momencie znajduje się nasza pociecha, ale o możliwość namierzenia w sytuacji, gdy długo nie wraca do domu i nie odpowiada na telefony. Dla każdego rodzica są to niezwykle stresujące momenty, dlatego warto w ten sposób uzyskać informacje, że dziecko jest po prostu bezpieczne.

Niewierny partner

To chyba najgorsza możliwość! Podejrzenia o zdradę często mogą rujnować związek, nawet gdy nie są prawdziwe. Oglądając przeróżnego rodzaju filmy można by uznać, że najlepszym sposobem na sprawdzenie czy ukochana osoba nie jest nam wierna, jest wynajęcie prywatnego detektywa. Taka opcja jest może dobra, ale przy tym bardzo kosztowna i często bywa również czasochłonna. Znacznie prostszym sposobem wydaje się zatem być właśnie zainstalowanie aplikacji namierzającej w telefonie partnera. Dzięki temu, w każdej chwili można sprawdzić czy druga osoba znajduje się w tym miejscu, w którym miała być. Oczywiście nie jest to twardym dowodem zdrady, jednak znając miejsce pobytu partnera, może zjawić się na miejscu i sprawdzić co robi. Jak zatem widać opcja namierzania telefonu może okazać się przydatna i to w wielu różnych przypadkach. Warto jest poświęcić chwilę na zainstalowanie takiej opcji, a z pewnością nic na tym nie stracimy. Czasem nawet się nie spodziewamy kiedy może być ona użyteczna!

Podróżowanie – zwykła pasja czy sposób na życie?

Niemalże na każdym kroku możemy natknąć się na relacje z najróżniejszych podróży (u mnie też; nawet bardzo często) czy nawet zwykłe obrazki z cytatami zachęcającymi nas do zwiedzania świata – internet jest dosłownie zalany takimi rzeczami. W okresie wakacyjnym na portalach społecznościowych sami obserwujemy naszych znajomych wrzucających zdjęcia z najróżniejszych dalekich podróży… I prawdopodobnie zastanawiamy się, dlaczego w ogóle sami nie wybierzemy się na jakiś ciekawy wyjazd do pięknego miejsca. Śmiało można powiedzieć, że podróżowanie stało się obecnie prawdziwą pasją, bez której wielu ludzi zwyczajnie nie może żyć. Z drugiej jednak strony wielu z nas sądzi, że jest to po prostu bardzo trudne. Momentalnie jesteśmy w stanie znaleźć sobie mnóstwo wymówek: „nie stać mnie”, „nie jestem taki odważny”, „nie wiem nawet, gdzie jechać”. Takiego nastawienia należy jak najszybciej się pozbyć, bowiem nie prowadzi ono do niczego dobrego – przeciwnie, tracimy jedynie szansę na przeżycie naprawdę niesamowitych przygód. Poniżej przedstawiam zatem kilka argumentów które – moim zdaniem – powinny przekonać każdego o tym, że naprawdę warto podróżować.

Po pierwsze, podróżowanie to po prostu bardzo szeroka kwestia. Każdy z nas może to rozumieć na swój własny sposób, więc nie należy kierować się tym, że znajomi odbywają podróże w takich czy innych formach. Aby przeżyć coś ciekawego nie musimy wcale wybierać się na żadne zagraniczne podróże na koniec świata; czasami w swojej najbliższej okolicy znajdziemy coś interesującego i wartego zobaczenia. Równie dobry jest wyjazd do dobrego hotelu jak i autostopowa wycieczka po całej Europie w poszukiwaniu przygód.

Po drugie, w związku z powyższym – podróżowanie wcale nie musi być drogie. Oczywiście, trwający kilka tygodni wyjazd do bardzo odległych krajów to już znaczny wydatek, ale zawsze można znaleźć tutaj rozwiązanie pasujące akurat do naszych możliwości finansowych. Internet pełen jest historii różnych ludzi, którzy przy naprawdę minimalnym budżecie zdołali przebyć spore odległości i zobaczyć mnóstwo ciekawych miejsc – kwestie finansowe nie są zatem przeszkodą.

Po trzecie, podróżowanie to niepowtarzalna okazja do przeżycia naprawdę niezapomnianych rzeczy. Nie ma przy tym żadnego znaczenia, w jaki sposób będziemy podróżowali. Oczywiście, wielu ludzi sądzi, że zorganizowane wycieczki nie są pod tym względem zbyt dobre, bowiem często potrafią one być zwyczajnie nudne – moim zdaniem, wcale nie musi to być prawda. Każdy ma prawo do wybrania idealnego dla siebie sposobu podróżowania i spędzania wolnego czasu w dokładnie taki sposób, jaki tylko mu odpowiada. W czasie podróży zapominamy o całej swojej codzienności i zaczynamy odkrywać zupełnie inne światy. Co moim zdaniem jest najważniejsze w podróżowaniu? Przede wszystkim, motywacja. Jeśli sami nie zmienimy swojego nastawienia i nie pozbędziemy się złych myśli już na samym początku, to właściwie nic nam nie pomoże. Nie warto zatem narzekać na to, że nie mamy wystarczająco wiele odwagi, aby wyruszyć w podróż. Takie myśli towarzyszą nam zazwyczaj aż do ostatnich chwil przed wyjazdem, ale kiedy już wyjdziemy z domu nasze nastawienie prawdopodobnie zmieni się momentalnie.

Moje kobiece podróże

Podzielę się dziś z wami swoimi doświadczeniami, jako kobieta, która od 7 lat podróżuje samotnie. Czytając ostanie wpisy na blogu i ich popularności zauważyłam, że najwięcej pytań dotyczy bezpieczeństwa kobiet w nieznanym kraju, co mnie oczywiście nie specjalnie dziwi. Weźmy na przykład pytanie Kasi, które brzmi;

,,Moim marzeniem jest samotna podróż za granicę, na własny rachunek, ale nie jestem do końca pewna czy to bezpieczna opcja”. Nie bardzo zresztą wiem, jak się do tego zabrać, i mówiąc szczerze jestem raczej strachliwą osobą. Zatem nie wiem czy starczy mi odwagi na taką podróż. W końcu samotnie podróżująca kobieta za granicą to raczej rzadkie zjawisko.’’

Abstrahując od stereotypowego myślenia Kasi, muszę powiedzieć ze spotkałam już wiele kobiet podróżniczek.  Natomiast wiele kobiet jak Kasia obawia się, że kobieta za granicą jest narażona na nawał niebezpieczeństw. Zatem opowiem co nieco o bezpieczeństwie.

Zawsze uważałam siebie za odkrywce. Jednocześnie wiedziałam że należę do słabszej płci. Lecz nigdy nie pozwoliłam by taki ,,szczegół”, mnie w jakikolwiek sposób deprymował. Zawsze dążyłam do celu i miejsca, które sobie obierałam. Napisałam nawet na ten temat manifest.

Zanim wyjedzie się w samotną podróż za granicę, trzeba sobie uświadomić, że jest to swego rodzaju wyjście ze swojej ,, strefy komfortu’’. Domowego zacisza, niekiedy opieki rodziny. Taka trochę dziewicza podróż w nieznane. Niekiedy znajdziesz się w niesamowitych miejscach, lecz także w niekomfortowych sytuacjach, które będą wymagały od ciebie dużej odpowiedzialności i umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Chciałam oczywiście przez to powiedzieć, że podróżowanie w pojedynkę to nie tylko doskonała okazja by zobaczyć świat, lecz także szansa, by nabrać doświadczenia w radzeniu sobie na własną rękę w życiu. Wynagrodzi Cię to z pewnością wiedzą na różne tematy, którą trudną by było nabrać w codziennym życiu w jednym miejscu. Kiedy pierwszy raz rozpoczęłam swoje podróże, nie przyszło mi do głowy że mogłabym podróżować sama, i nie mieć nikogo obok siebie. Lecz niekiedy chęć podróżowania z kimś może nie być spełniona. Mówcie że jestem naiwna, lecz za każdym razem kiedy chciała pojechać, na przykład do Paryża, większość moich znajomych, miało wtedy inne plany. Kiedy wyjeżdżałam prawie wszystko co mogło pójść źle, poszło źle. Ale za każdym razem powracałam do domu z nowym doświadczeniem i jeszcze większą determinacją by spróbować jeszcze raz.

Ważne, aby wszystkie fanki podróżowania, zanotowały sobie, że świat to obfite i szczodre miejsce. Dużo bezpieczniejsze, niż przedstawiają je media i inni ludzie.
Do tej pory, będąc za granicą, prawie nigdy nie znalazłam się w sytuacji, w której czułam bym się  jakikolwiek zagrożona, czy wystraszona. Oczywiście trzeba wiedzieć w którym miejscu się poruszać. Będąc wśród ludzi, lub na popularnym placu, czy miejscu, rzadko musimy bać się o własne bezpieczeństwo. Czasem myśląc wstecz, zastanawiam się, co mogłabym zrobić jeszcze dodatkowo, by trochę lepiej się przygotować do podróży. Jak inaczej zaplanować swoją podróż?

Jak zaczęłam podróżować?

Podążając zgodnie z moimi wskazówkami, nawet w nieznacznym stopniu, będziecie mogli odbyć swoją podróż tak bardzo przygotowani do niej jak to tylko możliwe.

,,Spontan’’, to najlepsze co może mnie spotkać w podróży, ponieważ lubię być(często pozytywnie, zaskoczona). Dlatego nie zawsze musicie myśleć w nieskończoność o tym, czy dobrze jest być bardziej, czy mniej przygotowanym na ,,niespodziewane wypadki’’, bo tego nigdy tak do końce nie przewidzicie. A za duża ,, przewidywalność w podróży, może uczynić ją nudną i monotonną. Jeśli o mnie chodzi, to ja zawsze preferuję ,, podróż w nieznane’’.  Nie trzymam się określonego planu działania w podróży. Zamiast tego odkrywam, rezerwuję i co najważniejsze jem, to co znajdę na moim ,,szlaku’’.

I teraz ważna wiadomość dla wszystkich podróżujących; Przed podróż w dane miejsce, dobrze (a może i nawet bardzo dobrze), jest zrobić sobie mały sprawdzian wiedzy z kultury obyczajów kraju do którego się kierujemy.  Podstawowe pytanie na które musimy znaleźć odpowiedzi to: Czy mieszkańcy danego obszaru są bardzo konserwatywni w danej dziedzinie?
Czy kobiety muszą mieć zakryte ciało? ( ze względu na wyznawaną w danym kraju religię).

Co w danym kraju uchodzi za tabu, i jakiego zachowania należy szczególnie unikać, aby nie wpaść w kłopoty, lub nie spalić się ze wstydu?
Na przykład w wielu krajach, uśmiechanie się do mężczyzny i patrzenie mu prosto w oczy, może być odebrane jako zaproszenie, na ,,bliski kontakt’’, lub traktowane jako znieważanie.  Krótko mówiąc; możemy mieć przez to kłopoty. Warto też się dowiedzieć czy przed wejściem do meczetu, lub innej świątyni, potrzebujemy bardziej oficjalnego stroju, żeby nie obrazić czyjś uczuć religijnych. W tym momencie chce przestrzec wszystkie ,,feministki’’, które stosując się do tych rad będą czuły się prześladowane;  Dziewczyny, pamiętajcie. To dla waszego bezpieczeństwa.  Swoje uprzedzenia, frustrację i oburzenie, zawsze stawiam na drugim miejscu, po BEZPIECZEŃSTWIE. Dlatego jeśli jakiś kraj wyznaje zasadę typu ,, Trzymaj się określonych zasad, których i my się trzymamy, a  nic Ci się nie stanie”, to wierzcie mi, będę dla świętego spokoju i przyjemności z podróży, trzymała się tych zasad.

Przeanalizowanie trasy naszej podróży używając do tego wyszukiwarki google, może nam zaoszczędzić sporo niepotrzebnych kłopotów, które możemy napotkać już na samej trasie podróży. Jednakże drodzy przyjaciele, przed rozpoczęciem podróży, bądźcie proszę raczej sceptyczni wobec usłyszanych i przeczytanych informacji o danym kraju. Nie wszystko, a nawet większość tego, czego się dowiedzie o danym miejscu i kraju, przed odwiedzeniem go, będzie zgodne z prawdą. Sama nawet nie pamiętam, ile to już razy byłam w miejscu które było mi odradzane, przez różnych ,,ekspertów’’, oraz znajomych, którzy nawet nie byli na miejscu, no ale wiedzą najlepiej. Trzeba również pamiętać, że liczba wypadków lub zbrodni które dotyczą w danym regionie kobiet, niekoniecznie może świadczyć o tym, że jest ono szczególnie dla nich niebezpieczne, i trzeba je za wszelką cenę omijać. Jeśli jesteście zmotoryzowane i nie boicie się wypożyczyć na miejscu auta, polecam publikację Ile mam punktów karnych – w jednym z działów autor opisuje różne charakterystyczne dla danego kraju sytuacje. I np: jeśli jedziemy na Maderę (Hiszpańska wyspa wulkaniczna) to warto dopłacić i wziąć samochód z lepszym silnikiem – dzięki temu poradzimy sobie z jazdą pod górkę. Jeśli jedziemy do anglii, należy być przygotowanym do ruchu lewostronnego, itd.. sporo tego.

Od jakich krajów zaczynać?

Wydaje mi się, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Jeśli nie mamy dużego doświadczenia w podróżowaniu, to dobrze jest na początek wybierać kraje uchodzące za bezpieczne, i tam zdobywać swoje pierwsze „punkty doświadczenia’’. Gdy zaczynałam swoją przygodę z podróżą, na początek wybrałam, Nową Zelandię(polecam). Następnie udałam się w podróż lotniczą – tutaj polecam szczególnie tanie i komfortowe arabskie linie- do  Kanady. A z Kanady poleciałam do Islandii, gdzie było już tylko lepiej. Wszystkie te miejsca które wymieniałam, uchodzą za jedne z najbezpieczniejszych na świecie. Dlatego może właśnie warto wybierać takie, w których będziemy mieć odpowiednią ,,przestrzeń”, do tego aby się rozwijać i zdobywać doświadczenie, nie wystawiając swojego doświadczenia na ciężkie próby przy braku pewności siebie.

Zazwyczaj w podróży nie trzymam się sztywną określonych reguł. Na ile pozwala mi to sytuacja, staram się być spontaniczna i wytrwała w  dążeniu do celu.  Oczywiście gdy jestem sama i spotykam nowych ludzi, staram się nie wyjaśniać że podróżuję sama. Jestem otwarta i towarzyska. To, na ile otwartości będziecie mogli sobie pozwolić przy kontaktach z nowo poznanymi ludźmi, będzie już zależeć od was. Czasem na ile możemy zaufać danym ludziom, da się wyczuć na miejscu, podczas rozmowy z nimi.

Podsumowując, w podróży jak i w życiu ważny jest zdrowy rozsądek, który może nam pozwolić na udaną i bezpieczną przygodę, która potrwa dłużej. Z doświadczenia mogę wam powiedzieć, że na początku popełniałam w sowich podróżach mnóstwo błędów. Zarówno organizacyjnych i jak i kulturowych. Najskuteczniejszą metodą na ich unikanie, jest po prostu nabranie doświadczenia, które przyjdzie z czasem.

Bądź milsza/milszy

Już tak mam, że czasami weźmie mnie na obserwowanie i zastanawianie się nad kondycją świata. Zazwyczaj tego dość blisko, ale jeśli przejedzie się w mieście z punktu A do punktu B to nagle się okaże, że nasz mały świat otarł się o milion ludzi. Śmieszne to i ciekawe zarazem, a nawet trochę straszne. W ostatnim napadzie zastanawiania się wzięłam na tapetę to, że wszyscy jesteśmy jakoś tak strasznie naburmuszeni. Ktoś za wolno ruszał spod świateł i od razu został strąbiony, i to z obu stron świateł. Ktoś inny krzywo zaparkował, jeszcze ktoś inny stał w nieodpowiednim miejscu w kolejce w mięsnym, inna osoba musiała dać upust swojej frustracji wynikającej z faktu, że na jej tablicy na jednym z portali internetowych pojawiła się gra, a właściwie zaproszenie do niej.

Wszystkiemu winne są te małe rzeczy, pułapki, w które wpędzamy się sami lub zakładamy na innych. W naszym społeczeństwie, pewnie za sprawą wciąż świeżej w naszych duszach komuny, każdy powinien pasować do wzorca i najlepiej jeszcze w żaden sposób się nie wychylać. Ma po prostu być szaro, buro, spokojnie i w normie. Nawet sami próbujemy często się na siłę w tę normę wtłoczyć, czego najlepszym przykładem jest „to nie moja sprawa” lub „niech cały świat się ode mnie odczepi”, czyli dwie podstawowe postawy wyjściowe w tym kraju.

Rozwiązanie jest banalnie proste, ponieważ musimy być po prostu milsi dla siebie nawzajem, ale jak to zrobić? W końcu jeśli się wkurzymy, to nie będziemy chcieli być mili, a jak zaczniemy się  zmuszać do bycia miłymi, jeszcze znienawidzimy ten stan rzeczy. Ostatnio nawet popularne są takie promocje: przytul kogoś a dostaniesz zniżkę w StarBucksie na dowolną kawę. Kolega sprzedawał książkę o punktach karnych i zrobił promocje – prześlij mi uśmiechnięte zdjęcie a sprzedam Ci książkę za 10% ceny. Sympatycznie, niestety promocja się skończyła 🙂

Jak żyć?

Na pierwszy ogień trzeba zniwelować ilość pułapek, jakie zakłada na nas los. Banalny przykład z tym Facebookiem. Kiedy drastycznie zmniejszyłam liczbę znajomych wycinając osoby, z którymi nigdy nie rozmawiałam, od razu zmniejszyła mi się ilość sytuacji, w których ktoś by mnie wkurzał. W życiu codziennym, czyli tym poza Internetem, drastyczna zmiana sytuacji okazała się jeszcze łatwiejsza. Wystarczy nie stronić od ludzi. Sytuacje kryzysowe pojawiają się wtedy, gdy ktoś nadepnie nam na odcisk, bardziej lub mniej rzeczywisty. Ustawienie się gdzieś, zawieszenie nosa na kwintę i czekanie, aż się ktoś nam narazi, jest bardzo dobrym sposobem na popadniecie w konflikt. Jeśli zamiast tego po prostu nawiążemy zwykłą rozmowę z inną osobą czekającą w kolejce u lekarza czy spotkana w jakiejkolwiek innej sytuacji, od razu ułatwimy sobie nawzajem życie. W innych krajach, oczywiście tylko niektórych, jest to standard.

Przed nami upały

Z tego co mówią do nas w prognozie pogody to najbliższe dni mają być szczególnie gorące. Jeśli więc będziemy chcieli w tych dnia jakoś funkcjonować to najlepiej już teraz się zacząć przygotować. W domu trzeba sobie zrobić zapas wody mineralnej, ponieważ nawadnianie będzie szczególnie istotne. Jak dla mnie, młodego człowieka, takie ciepłe dni powinny być okazją do tego, by fajnie spędzić czas i skorzystać z uroków jakie daje lato. Ale współczuje osobom starszym, którym jak przypuszczam gorzej będzie wytrzymać te temperatury.
Ogólnie można się spodziewać, że na każdym telewizyjnym kanale w ciągu najbliższych dni będą się pojawiać informację o tym jak należy postępować, by jakoś przetrzymać te największe temperatury. Na pewno dużo wody, ale chyba lepiej jakoś szczególnie nie wystawiać się na nasłonecznienie, ponieważ można szybko nabawić się problemów ze zdrowiem. 37 stopni w cieniu to chyba zabójcza temperatura nawet dla największego miłośnika ciepłych dni i wysokich temperatur.

W związku z tym ze znajomymi mam już przygotowane pewne rozwiązania na te najbliższe dni i będzie trzeba chociaż trochę czasu spędzić gdzieś nad wodą. Na pewno będzie to najlepsze rozwiązanie, by nieco się ochłodzić. Woda natomiast powinna być cieplutka i bardzo przyjemna. To chyba mój ulubiony sposób na spędzanie takich najbardziej gorących dni, gdy ta temperatura już tak bardzo doskwiera i daje się we znaki.

Natomiast tym, którzy nie mają możliwości, żeby gdzieś wyjechać nad wodę proponuje spędzenie nieco czasu w domu. Szczególnie w tych godzinach, gdy nasłonecznienie jest największe lepiej będzie nie opuszczać domu, ponieważ można bardzo szybko narobić sobie problemów, może dojść do poparzenia słonecznego a w przypadku osób starszych nawet do udarów słonecznych. Letnie temperatury są więc bardzo fajne, ale i w tym temacie warto by był jakiś umiar. Jak na nasz klimat te 30 stopni w cieniu to już wystarczając poziom. A gdy temperatura pójdzie nieco bardziej w górę o 6-7 stopni to może się okazać, że już wytrzymanie z taką temperaturą stanie się szczególnie trudne.

Ale trzeba pamiętać, że takie są uroki (końca) lata. Tak samo jak zimą może być jakiś bardzo wysoki mróz tak i latem możemy mieć duży upał i trzeba sobie jakoś z tym poradzić. Na pewno warto tutaj pamiętać w sposób szczególny o swoim zdrowiu, bo brak takiej dbałości może się okazać bardzo kosztowny.

Ubrania dla puszystych – sekret atrakcyjnego wyglądu

Moja wiecznie odchudzająca się mama nie ukrywa, że kobiety puszyste mogą być dziś zadowolone z tego, co oferują im producenci odzieży. Ona sama, gdy była w moim wieku, wybór miała raczej niewielki. Ubrania w rozmiarze X nie należały do szczególnie atrakcyjnych, a czasem przypominały worki, a nie stroje, w których kobieta mogłaby wyglądać atrakcyjnie. Mama znalazła rozwiązanie tego problemu. Szybko nauczyła się szyć, w pewnym momencie nabrała zaś takiej wprawy, że uszycie sukienki dopasowanej do jej pełniejszych kształtów, a jednocześnie bazującej na najnowszych trendach zajmowało jej zaledwie dwa lub trzy wieczory.

Dziś nie musimy wcale zaprzyjaźniać się z maszyną do szycia tylko dlatego, że nasza waga budzi zastrzeżenia, choć sama nauka szycia nie jest wcale złym rozwiązaniem. Skoro jednak jest tak dobrze, dlaczego kreacje puszystych kobiet tak rzadko zachwycają. Najprawdopodobniej dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że nie wiemy, jakimi kryteriami kierować się podczas dokonywania ich wyboru.

Podstawowy błąd jest dość banalny. Przybierając na wadze robimy wszystko, aby zatuszować ten mankament i w zależności od własnego przekonania o tym, które rozwiązanie okaże się najlepsze, sięgamy albo po zbyt obcisłe albo po przesadnie luźne ubrania. I cały czas zapominamy o tym, że powinnyśmy zakładać przede wszystkim takie stroje, w których jest nam wygodnie. Projektanci mody już od wielu lat mówią o tym, jak silne są zależności pomiędzy kobiecym charakterem, a tym, w co ubierają się kolejne panie i jak niebezpieczne jest ignorowanie tychże. Warto im wierzyć.

Kolejnym problemem jest niechęć do poważniejszych inwestycji. Niektóre kobiety boją się kupować droższe ubrania niejako za karę. Wydaje im się, że skoro nie potrafią utrzymać wagi, nie zasługują na żadne wyróżnienie, a za takie można uznać wyższej jakości kreacje. I tu zaczyna się problem, trudno bowiem podkreślać atrakcyjność pełnej figury w ubraniach z niskiej jakości materiału, szytych w sposób, który nie uwzględnia potrzeb puszystych pań. Inwestowanie warto zresztą rozpocząć od tego, co najbardziej intymne, a więc od bielizny, panie powinny przy tym przywiązywać szczególnie dużą wagę do stanika. Im staranniej jest on dobrany, tym lepiej, niejednokrotnie okazuje się bowiem, że optycznie powiększając biust można stworzyć wrażenie szczuplejszej talii.

Jeszcze innym problemem jest kolorystyka ubrań dla puszystych pań, okazuje się bowiem, że wprowadza znacznie więcej zamieszania niż można byłoby przypuszczać. Chyba każda z nas słyszała o tym, że czarny wyszczupla i rzeczywiście, nie można spierać się z tą tezą. Jeśli jednak zaczniemy ubierać się na czarno, osoby znajdujące się w naszym otoczeniu wcale nie docenią tego, że wyglądamy dzięki temu atrakcyjniej. Przeciwnie – mogą odczuwać swego rodzaju przygnębienie na widok kolorów zestawionych ze sobą w taki sposób. Złota zasada, której warto przestrzegać mówi więc o tym, że ciemne kolory powinny zdobić dolne partie ciała, góra może być jednak jasna. Nasza sylwetka wcale na tym nie straci, a my same będziemy wyglądały bardziej optymistycznie.

Coś słodkiego, ale bez cukru. Można? Można!

Jakiś czas temu byłam z wizytą u koleżanki, która zachwyca i inspiruje bliższe i dalsze otoczenie na wiele sposobów. Jest serdeczna, pomocna i wyjątkowo przyjacielska i już choćby dlatego zasługuje na słowa najwyższego uznania, choć oczywiście tego rodzaju przymioty mają to do siebie, że przeważnie nie doceniamy ich tak, jak powinniśmy. Od niedawna jednak w życiu tej cudownej młodej kobiety zaszła jeszcze jedna zmiana. Autorka najlepszych ciast i ciastek wśród moich najbliższych znajomych zrzuciła dobre piętnaście kilogramów. Może nie jest jeszcze najszczuplejsza, jej figura budzi jednak nie tylko podziw, ale i zazdrość. Mając to na uwadze, składając wizytę oczekiwałam przede wszystkim surowych marchewek i surówek warzywnych (na co wcale bym się nie skarżyła, bo surówki uwielbiam), wielkie było więc mojej zdumienie, gdy zostałam poczęstowana kawą i ciastem. Jeszcze bardziej zdziwiona byłam tym, że moja gospodyni zajadała się nim wraz ze mną?

Na czym polegał sekret? Okazuje się, że wcale nie na tym, że koleżanka chce przekonać się na własnej skórze, czy efekt jo-jo jest tak groźny, jak twierdzą dietetycy. Ani w głowie jej przybieranie na wadze, choć nie zamierza też rezygnować z jedzenia tego, co sprawia jej największą przyjemność, a więc w tym przypadku – słodyczy. Skoro zaś słodkości i odchudzanie zazwyczaj ze sobą nie współpracują, koleżanka postanowiła zastąpić cukier jakimś innym składnikiem.

Każdy, kto ma choćby śladowe pojęcie o pieczeniu, a takie posiada nawet autorka tego wpisu, wie dobrze, że cukier w wypiekach ma do spełnienia przynajmniej kilka zadań. Poprawia smak ciasta, ale również sprawia, że staje się ono odpowiednio wilgotne i delikatne. Jeśli więc wyeliminujemy go całkowicie bez refleksji nad tym, czym go zastąpić, efekt może być łatwy do przewidzenia, ciasto straci bowiem te właściwości, które sprawiają, że jego jedzenie jest tak dużą przyjemnością.

Skoro więc rozstanie z cukrem jako częścią składową wypieków nie jest możliwe, warto zastanowić się nad tym, czym powinien zostać on zastąpiony. Już od jakiegoś czasu wiemy, że przekonując samych siebie, że jesteśmy zdrowsi, bo wymieniliśmy biały na brązowy cukier, dopuszczamy się mniej lub bardziej świadomego oszustwa. Jeśli więc taka droga nie jest nam w stanie zapewnić powodzenia, dobrze jest przyjrzeć się propozycjom, jakie z myślą o nas przygotowała natura. Nietrudno się domyślić, że na pierwszy plan wysuwa się w tym kontekście miód nawet o jedną czwartą słodszy od cukru. Stosowany podczas pieczenia zapewnia ciastom odpowiednią wilgotność, przyczynia się przy tym do tego, że pieką się one nieco szybko. Z miodem związana jest zresztą jeszcze jedna korzyść, której znaczenia nie da się przecenić. Mamy do czynienia  z zamiennikiem cukru, który umożliwia nam redukcję innych składników, które występują w postaci płynnej i są wykorzystywane przez nas podczas przygotowywania wypieków.

Innym rozwiązaniem, które w Polsce nie cieszy się jeszcze tak duża popularnością, na świecie bije jednak jej rekordy, jest syrop klonowy. Jego stosowanie jest wartościowe z przynajmniej kilku powodów, na pierwszy plan wysuwa się zaś to, że nie jest on aż tak słodki, jak cukier. W praktyce oznacza to, że jego wykorzystywanie jest rozwiązaniem, które przypadnie do gustu tym osobom, które myślą o stopniowym eliminowaniu cukru ze swojej diety. Podobnie, jak miało to miejsce w przypadku miodu, również stosowanie syropu klonowego podczas przygotowania wypieków pozwala nam na istotną redukcję jego pozostałych płynnych składników.

Wydatki na ślub – jak je ograniczać?

Mam za sobą przygotowania do ślubu (nie, nie mojego – jestem świadkową i mocno pomagałam) i chciałam się podzielić swoimi spostrzeżeniami. Może niektórym moje rozważania się przydadzą ponieważ sam stanie również pod przygotowaniem tego wielkiego wydarzenia w swoim życiu. Chyba najważniejsza kwestia to wydatki, które przy organizacji ślubu będą się rzeczywiście mnożyć i to praktycznie na każdym kroku. Trzeba pamiętać o tym, że ślub to wydarzenie, które jest bardzo ważne i na jakieś szczególne oszczędności nie ma co stawiać, ale można się zdecydować na takie rozwiązania, które bez jakości wydarzenia zmniejszą koszty.

Dobrym rozwiązaniem może być między innymi zatrudnienie zamiast zespołu dj’a, który będzie często miał zdecydowanie mniejsze koszty. Zazwyczaj koszt realizacji wesela pod kątem muzycznym przez dj’a będzie na poziomie 2-3 tysięcy złotych, a zespół to koszty 5-6 tysięcy złotych a więc ta oszczędność będzie już spora. Ważna sprawa to oczywiście także stroje, które przygotowujemy. Same zaczęłyśmy oczywiście od oglądania sukien w salonach ślubnych, ale ceny które się tam pojawiały były dla mnie naprawdę tragiczne i dlatego znajoma skorzystała z innego rozwiązania. Wybrałyśmy się do sprawdzonej krawcowej i pokazałyśmy jej parę zdjęć takiej sukni, która się podobała. W ten sposób za 1400 złotych zrobiła dla nas identyczną suknię jak ta w salonie, która kosztowała 3300 zł. A więc kolejna bardzo duża oszczędność.

Mniejsze koszty można osiągnąć również na usługach związanych z filmowanie i fotografią. Nie zawsze warto wybierać najdroższych usługodawców. Warto zauważyć, że najdrożsi za pojedynczą usługę mogą żądać nawet 3-4 tysięcy złotych. Natomiast, jeśli uda się Wam dobrze poszukać za 3-4 tysiące można mieć zarówno doskonałe zdjęcia jak i też dobrze przygotowany film, dlatego warto z takiego rozwiązania skorzystać.

Oszczędności, przy organizacji ślubu można znaleźć praktycznie wszędzie, tylko trzeba chcieć, myśleć i analizować, a nawet wymarzony ślub nie zrujnuje naszego portfela.

Odbiór wymarzonego domu. Moje błędy

Po to się ciężko pracuje, żeby można było z mężem zbudować sobie mały domek pod miastem. W moim przypadku zaczęłam budować z chłopakiem, a kończyłam już niestety bez niego, chociaż oczywiście nie żałuję faktu pogonienia go w cztery wiatry. Żal mam jedynie związany z tym, że nie miałam nikogo pod ręką, kto mógłby mi powiedzieć, jak ma wyglądać porządnie przeprowadzony odbiór domu, ponieważ narobiłam sobie przez to strasznych problemów. Wiecie pewnie, jak to jest. Wymarzony domek już się buduje, już jest twój, zakochujesz się w nim i bierzesz od razu.

Od ciepłego ciasta rozboli cię brzuch

Pierwsza sprawa, o której nie miałam pojęcia, to zakaz jakiegokolwiek ruszania domu przed jego oficjalnym odbiorem. Przepisy mówią jasno, że mój szeregowiec, jak i wszystkie inne podobne domki, powinien być najpierw zakończony, a potem dopiero można do niego wchodzić. W przeciwnym razie, jeśli coś się stanie, a stać się może, będzie to tylko moja wina i podwójny kłopot. Na szczęście akurat w tej kwestii się nic złego nie działo.

Odbiór TECHNICZNY

Odbiór. Zawsze mówi się po prostu „odbiór” i tyle. Cała nazwa tego czegoś to „odbiór techniczny”. Semantyka? Nie do końca, ponieważ w tym momencie trzeba sprawdzić, czy mi w domu czegoś nie spartolili, a u mnie napartaczyli bez opamiętania. Kiedy poszłam się poskarżyć do dewelopera, wyciągnął wielki arkusz papieru, który podobno podpisałam i tym samym zaświadczyłam, że w domu nie ma żadnych usterek. A z okien mi wieje! Po doczytaniu faktycznie podpisany przeze mnie dokument odnosił się nie do pokwitowania odebrania kluczy, ale do potwierdzenia zgodności produktu z umową, jak to się ładnie mówi.

Jesteś na straconej pozycji

Teraz mam domek, w którym nawet ściany są nie za bardzo proste, przynajmniej niektóre, i jestem na straconej pozycji, ponieważ oczywiście ciągamy się z deweloperem po sądach, ale nawet prawnik mi mówi, że wiele z tego nie będzie. Kiedy odbierałam dom, wyobrażałam już sobie różne zasłonki i wstawiałam mebelki do jeszcze nieumeblowanych pomieszczeń. Teraz już wiem, że trzeba się na tym znać, albo przynajmniej trzeba mieć chłopa, który się na tym zna.

Niekoniecznie swojego, ponieważ działa obecnie cała branża, która zajmuje się pomocą w prowadzeniu odbioru technicznego. Dom mi się oczywiście na głowę nie zawalił, ale gdybym tylko mogła cofnąć czas i załatwić sprawę porządnie, dzisiaj pewnie nie musiałabym zamawiać mebli na miarę z kątami mocno odbiegającymi od prostych.

Rozmawiałam jeszcze ze znajomym (który też ma swojego bloga – bardziej technicznego niż mój) który jest bliżej prawa budowlanego niż ja. Garść uzyskanych informacji:

  • odbiór mieszkania to koszt około 150-200PLN
  • kolejna wizyta – ponownie koszt 150-200PLN
  • nie trzeba żadnych sprzętów typu do mierzenia wilgotności – wszytko powinien mieć technik
  • mimo usterek (mieszkanie) deweloper może odmówić naprawy poszczególnych rzeczy
  • w przypadku domku koszt wzrasta w zależności od metrażu 4-8 razy
  • w przypadku budowy domku można wynająć osobę która nadzoruje cały proces budowlany. Koszt to około 5-12tyś PLN.